Jeden mężczyzna siedział na drugim okrakiem i okładał go pięściami. To był okropny widok. Tamten leżał bezbronnie i jęczał z bólu. Napastnik nawet nie zauważył że stoję tuż przed nimi. Był zbyt zajęty wymierzeniem kolejnych ciosów do ofiary. Przyjrzałam mu się z bliska. Wyglądał jakby dopiero co wyszedł z więzienia. Jego ręce były pokryte licznymi tatuażami i to nie były tatuaże typu motyl czy serce. Na rękach widniały rysunki pistoletów, gołych kobiet i wściekłych wilków. Dałabym mu z 40 lat. Był łysy i bardzo dobrze umięśniony. Ofiary nie widziałam gdyż była zasłonięta dużym cielskiem łysego. Zauważyłam tylko jego loki. Były rozwalone i opadały mu na skrwawioną twarz, ale pomimo tego wyglądały zniewalająco. Mogłam się założyć że jeżeli zaraz nic nie zrobię to on zabije tego biedaka. Ale jeżeli spróbuję go odciągnąć od chłopaka to czy samem nie skończę tak samo jak on? Albo gorzej?. Nie miałam najmniejszej ochoty teraz umierać, ale nie mogłam patrzyć jak wytatuowany tłucze tamtego na śmierć. Sama do końca nie wiedząc co robię, wzięłam ogromny kamień znajdujący się na skalniaku. Kamień ten był ozdobą. Jednak teraz miał posłużyć mi w całkiem innym celu. Otóż miał powalić 40 latka na ziemie, bym mogła pomóc chłopakowi.W jednej chwili wycelowałam i rzuciłam kamień w głowę napastnika. Ten w szybkim tempie opadł na trawnik z krwawiącą łepetyną. Widząc jak ofiara próbuje wstać, szybko podbiegłam do niej, aby jej w tym pomóc. Wstając zakręciło mu się w głowie i podtrzymał się mojego ramienia tym samym chroniąc się przed ponownym upadkiem.
- Wszystko wporządku? Nic ci nie jest?- spytałam go z troską w głosie. Dobrze wiedziałam że czuł się okropnie i każdy kolejny ruch sprawiał mu niewyobrażalny ból. Może po prostu chciałam usłyszeć od niego że nie jest źle. Nie mogłam patrzyć w jakim jest stanie. Był cały posiniaczony, a twarz pokrywała czerwona substancja. Nadgarstki miał zdrapane.
- Jest okey. Na szczęście jeszcze żyje - syknął trzymając się za brzuch. Szliśmy w kierunku drogi. Jednak w pewnej chwili zatrzymałam się wpatrując się w jego oczy. Były niezwykłe. Ich barwa była najpiękniejszej odcieni zieleni. Szmaragdowy. Zniewalające oczy.
- Masz czym wrócić do domu?- spytałam, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- Zaparkowałem samochód ulice dalej, ale przez tego tłukącego mnie debila, chyba zgubiłem kluczyki - powiedział, szukając po kieszonkach swoich czarnych rurek wspomniany wcześniej przedmiot. Nie znalazł.
- Okey . W takim razie zadzwonię po taksówkę i pojadę z tobą do domu. Nie powinieneś w takim stanie sam wracać - mówiłam, patrząc na jego posiniaczoną i skrwawioną twarz.
- Ja muszę jeszcze tam wrócić. Ten skurwysyn nie może się obudzić, bo wymorduje wszystkich na tej imprezie. Muszę go sprzątnąć - powiedział słabo słyszalnym głosem. Nie ukrywam że byłam zaskoczona jego ostatnimi słowami.
- Tyyy zamierzasz g.. gggoo zz.. zabić - spytałam. Czułam jak rośnie mi ogromna gula w gardle.Gadam sobie z pobitym chłopakiem, który patrząc mi prosto w oczy oznajmia że musi kogoś zabić. Przecież to takie normalne prawda?
- No tak zamierzam wkońcu pomóc mu trawić do piekła - powiedział puszczając mi oczko . Czy to było zabawne? No chyba nie.
- Sorry, ale ty nie dasz rady nawet sam iść, a co dopiero kogoś zabić - mówiłam, próbując odciągnąć go od tego pomysłu.
- Złotko wiem. Dlatego mam do ciebie prośbę.- powiedział, głupio się uśmiechając. Chociaż muszę przyznać że ten głupi uśmiech był cudowny. Ach te dołeczki na jego policzkach gdy to robił. Spokojnie Nicole. To przez alkohol tak bredzisz.
- Czy ty chcesz żebym jaa.. Żebym cię w tym wyręczył-aaa? - spytałam, domyślając się odpowiedzi. Patrzyłam na niego jak na totalnego wariata. Dobra przypieprzyłam komuś kamieniem w łeb, ale żeby odrazu zabić.. ooo nieee.. Ja się na to nie pisze...
- No nie do końca.Weź jakiś kamień czy coś i podejdź do mojego auta. Wtedy rozbij kamieniem szybę od strony pasażera. Dostań się do schowka, a tam będzie czekała na ciebie spluwa. Poprostu ją wyciągniesz i tutaj z nią wrócisz.. A ja na ciebie poczekam - Mówił powoli tak abym zrozumiała... No super.. Uratowałam morderce.. Jestem z siebie taka dumna..
- To jak złotko? Pomożesz, a ja najwyżej później się jakoś odwdzięczę - parsknął, kładąc swoją dużą dłoń na moim policzku i lekko go głaskając. Nie wyobrażacie sobie co wtedy poczułam. Gładzenie mojego polika było miłe i doprowadzało mnie do ciar, ale czy on czasem nie zaproponował mi seksu w zamian za pomoc w zabójstwie?! Właśnie .. I tu moje myśli poplątały się jak nierozplątalna nić.
- yyy,... Co miałeś na myśli mówiąc że wymorduje wszystkich z imprezy?- próbowałam zmienić temat, zrzucając jego dłoń z mojej twarzy.
- Kotek to nie żadna metafora. Czego tu nie rozumiesz? On poprostu ma cholerną potrzebę wyzabijać dziś wszystkich. Tak bez powodu. To psychol - mówił, próbując sam siebie uspokoić. Poznałam po jego minie że wyobraża sobie jak ten "psychol" wpada na imprezę do ALICE i nagle wszystkich morduje. I to wyobrażenie go przerażało . Widziałam to w jego oczach.
- W takim razie poczekaj tu a ja pójdę po pii... po.. po broń - powiedziałam sama nie wierząc w to co mówię. Odkąd wezmę broń do ręki, stanę się wspólniczką zabójcy. Pięknie po prostu pięknie.. Brawo Nicole.. Wiesz co robisz...
- Okey. Czarny Range Rover stoi zaraz przy chodniku ulice dalej.. I weź kamień.. I pamiętaj szyba od strony pasażera. - oznajmił, opierając się o drzewo i lekko popychając mnie w przód w kierunku drogi. Zanim ruszyłam, sięgnęłam po kamień, znajdujący się na kolejnym skalniaku. Było to podwórko Alice , a na nim było 1000 skalniaków i 10000 kamieni. Po chwili byłam już na innej ulicy i zauważyłam zaparkowane czarne, duże auto. Nie byłam pewna czy to było auto.. bezimiennego.. Wyglądało na bardzo drogie. On myśli że jeżeli powie mi "Range Rover" to ja będę wiedziała jaki to samochód.. Pff.. Motoryzacja to nie moja działka, ale na szczęście stało tutaj tylko jedno auto więc byłam na 99.9% pewna że o nie mu właśnie chodziło. Było mi szkoda niszczyć takie cacko, ale w sumie to tylko szyba więc... Rzuciłam w nią gigantycznym kamieniem, po czym zamieniła się w sto, małych, drobnych i błyszczących kawałeczków rozproszonych po chodniku. Włożyłam rękę do wnętrza auta i wkońcu wyczułam schowek. Było ciemno. Latarnie zgasły o 23:00, a była już 1 nad ranem. Nacisnęłam przycisk po czym schowek się otworzył. Następnie wyczułam pod palcami jakieś papiery iii... i broń... Wyciągłam ją z auta i trzymałam w ręku. Wpatrywałam się w nią jakbym widziała Jezusa.. Boże świetnie.. Trzymałam w ręku narzędzie, które zaraz ma pozbawić życia człowieka, którego praktycznie nie znam. Oceniłam go po wyglądzie. A tak się chyba nie robi. A jeżeli ten chłopak kłamie? Jeżeli to on zawinił i po prostu był "karany'? Jeżeli tamten jest zwykłym człowiekiem i nie zamierza zrobić nic w stylu wyzabijać setkę niewinnych imprezowiczów? Tysiąc myśli przewijało mi się w głowie. Nie wiedziałam co już jest właściwe. Pozostało mi tylko zaufać zielonookiemu... Boże.. Nie znam nawet jego imienia , a mowię o zaufaniu do niego.. Jesteś bardzo mądra, Nicole. Ale teraz nie mogłam się wycofać. Wróciłam w miejsce gdzie czekał na mnie chłopak z lokami. Był oparty o drzewo w taki sam sposób zanim go opuściłam.. Widocznie minęło kilka minut zanim poszłam po broń, a mi wydawało się że byłam tam wieki . Gdy już do niego podeszłam, szybko wyciągnął rękę w celu odzyskania jego własności.
- Byłaś tam wieki. Już myślałem że uciekłaś z moją spluwą - parsknął, wywalając przy tym oczami. Zanim oddam mu pistolet muszę upewnić się czy nie kłamie.
- Skąd wiesz jaki będzie jego kolejny krok? Skąd go tak dobrze znasz ?- spytałam. Bałam się jego odpowiedzi, a raczej jej brak.
- Nie będę ci kurwa tego wszystkiego teraz tłumaczył. Ten gnój zaraz się obudzi i ruszy do domu twojej przyjaciółki, a tego chyba nie chcesz prawda? - warknął. Potrafił przekonać człowieka i zmieniać temat. Gdy tylko wyobraziłam sobie Alice całą we krwi odrazu oddałam mu pistolet.
- Grzeczna dziewczynka - powiedział przesłodzonym głosem zabierając narzędzie.
- Tylko obiecaj że mi to wszystko później wyjaśnisz- bardziej stwierdziłam niż zapytałam. Musiałam to wiedzieć.
- noo taak taak.. Obiecuję - powiedział tak na ' odwal się " i ruszył za dom. Jednak po postawieniu kilku kroków, zatrzymał się i napięcie odwrócił w moją stronę.
- Ty tu poczekaj.. Zostań... Nie ruszaj się stąd... Zadzwoń po taksówkę - rozkazał po czym zwinnie ruszył w kierunku tyłu domu. Nim się obejrzałam zniknął za ogromną posiadłością Alice. Błagałam o to żeby ten dzień się skończył. Oby nikt z domu Alice nie usłyszał strzału. Chociaż byłoby to nie możliwe, bo muzyka była tak głośna że słychać ją byłą nawet na kilometr.
- Muszę się teraz uspokoić- powiedziałam sama do siebie, sięgając po telefon z torebki, by zadzwonić po taxi. Z tym akurat nie było problemu. Telefon odebrał bardzo miły pan i oznajmił że samochód powinien być na miejscu za 10-15 minut.
*********************************************************************************
Harry P.O.V
Sam nie wierzyłem w to, co miałem zaraz zrobić. Zabić go ? Serio? Pomimo tego jaką krzywdę mi wyrządził nie jestem w stanie go zabić..Nie.. Jestem.. Jestem. Styles dasz rade.. On się nie pieprzył, dając mi kolejne i kolejne bolesne jak huj ciosy. On się ani razu nie zawahał. Gdyby nie ta laska -nawet nie wiem jak ma na imię- pewnie teraz leżałbym tam cały we krwi i w dodatku jeszcze martwy. A na serio to nie zamierzałem zginąc z jego ręki. Mam dopiero 19 lat i plany na przyszłość. Nie chce, aby ludzie wspominali o mnie jako o chłopaku zakatowanego na śmierć przez.. przez niego.. Nawet nie chce myślec kim on jest . Nikim .. On jest nikim i zawsze był.. I dosc tego.. Dość ciągłego strachu i zastanawiania się kiedy łaskawy raczy wypierdzielić mnie na tamten świat. Nie będę się ciągle bał. Teraz mam świetną okazję i ją wykorzystam. Oby tylko dalej był nieprzytomny... Minęła chwila a ja już byłem za domem. Stałem przy nim. Nawet nie drgnął. Leżał na trawie z głową całą we krwi... Pff.. Zabawne widzieć go takiego bezbronnego ... Może już nie żyje.. Wolę się upewnić.Wyciągnąłem broń tak że była wycelowana w jego pustą łeb. Miałem już pociągnć za spust ale.. kurwa... stary tylko nie rycz.. Poczułem jak łza wypływa mi z oka. Nie raz biłem. Nie raz zabijałem. Jednak teraz nie potrafie. Nie wiem co jest ze mną nie tak. On zasługuje na śmierć. Po tym co mi zrobił zasługuje na smażenie się w piekle. Diabeł zapewne na niego czeka. Czułem jak moję ręce i czoło zaczynają robić się mokre, a moje ciało zaczyna się lekko cząść. Taaa brawo Styles pewnie tego nie zrobisz. Obiecywałeś sam sobie przez tyle lat że nadejdzie ta okazja i kiedy wkońcu nadeszła ty zaczynasz ryczeć? Nieee.. Nie poddam się. Nagle w jednej chwili wszystkie złe wspomnienia powróciły. Obrazek jak mnie bił, szarpał i poniżał, stanął mi przed oczami. Jeszcze ona.. O niee. Poczułem złość. Ogromną złość.. Ponownie wycelowałem mu w głowe i przypominając sobie co on jej zrobił... Szczeliłem. Usłyszałem huk.. Spojrzałem na niego. Na jego głowie znajdowała się wielka krwawiąca dziura. Zzzrobiłem to.. Zabiłem go. Zabiłem tego skurwysyna. Puściłem broń i rzucając się na kolana, zacząłem ryczeć jak dziecko. Poczułem wielką ulgę na sercu. Nie żałowałem tego co własnie się stało. Czułem się tak, jakby wkońcu lata bólu i strachu wyparowały.. Zniknęły.. Schwałem twarz w dłonie i ryczałem.. Ryczałem ze szczęścia. W jednej chwili poczułem czyjąś rekę na moich plecach. Szybko odwróciłem się, myślać że to może nieproszony gość, który zjawił się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Ale.. To była ona. Patrzyła na mnie z szokiem widniejącym w jej dużych, ciemnych oczach.
- Kurwa co do cholery ! Chyba wyraziłem się jasno, mówiąc żebyś tam na mnie poczekała!- krzyknąłem wstając i tym samym łapiąc ją za rękę, zacząłem ciągnąc w strone drogi.
- Ja przepraszaam, ale nie było cię długo i poprostu chciałam sprawdzić czy wszystko z tobą okej.- powiedziała przeraźliwym głosem. Czy ona myślała że coś mi się stało? Martwiła się o mnie? Jest jedyną osobą, która przejmuje się co mi się może stać. Wow. Czułem zdziwienie.
-Nie, to ja przepraszam. Trochę mi zeszło. Zamówiłaś tą taksówkę? - starałem się zmienić temat tym samym uśmiechając się do niej.
- Tak , zaraz powinna tutaj być - powiedziała tym swoim ciepłym głosikiem.
- Czemu płakałeś?- spytała z niepewnością. Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć, ale wiedziałem jedno. Prawdy jak narazie jej nie powiem.
- Nie chce o tym teraz gadać. Gdzie ta cholerna taksówka! - parsknąłem oschło. Miałem nadzieję że zrozumiała iż nie zamierzam z nią gadać na ten temat. Przynajmniej narazie.
-Przepraszam, tylko zapytałam - powiedziała, gładząc mnie po plecach. Próbowała mnie uspokoić, ale niezbyt jej to wyszło.
- Więc kurwa nie pytaj tyle to nie będziesz musiała przepraszać, jasne?!- wykrzyczałem jej prosto w twarz. Wkurzyłem się. Jednocześnie cieszyłem się że pozbyłem się nareszcie tego fagasa z mojego życia, ale chciałem aby ten dzień się jak najszybciej skończył. Nie odpowiedziała. Po chwili tuż naprzeciwko nas pojawił się żółty pojazd z tabliczką "taxi" na dachu. Ruszyłem do niego, ciągnąc za sobą dziewczynę. Droga do mojego domu minęła szybko. Dziwiło mnie to że kierowca nie był oburzony moim nie najlepszym wyglądem. Ach no tak. Zapomniałem że nikogo nie obchodzi co się ze mną dzieję. Przez drogę żadne z nas się nie odzywało. Po chwili samochód stanął przed moim domem. Miałem już wysiąść, ale jej dłoń mnie zatrzymała. Spojrzałem na nią wzrokiem w stylu "co jest'.
- Obiecałeś mi że mi to wszystko wyjaśnisz. Chcę żebyś zrobił to dzisiaj.-powiedziała pewnym głosem. Obiecałem jej to, to fakt. Słowa musiałem dotrzymać
- Okey w takim razie chodź do mnie. Tam ci wszytko opowiem, bo chyba w taksówce nie będziemy o tym gadać . Przynajmniej ja nie zamierzam - powiedziałem, wychodząc z auta i kierując się ku drzwi frontowych. Dziewczyna szła za mną. Po chwili byliśmy już wewnątrz mojego domu. Odrazu poczułem się lepiej.
- Rozgość się- powiedziałem, wskazując ręką na pomieszczenia.
- Powiedz mi skąd go znałeś na tyle dobrze skoro wiesz jaki miałbyć jego kolejny krok? Bo chyba w myślach nie czytasz? -pytała z szybkością.
- Mhmmm. Może najpierw się czegoś napijesz?- spytałem, dając jej szklankę wody. Popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem, wzięła szklankę i usiadła na kremowej sofie.
- No chyba że chcesz coś mocniejszego - spytałem wyciągając z barku butelkę whiskey .
- Nie sądzisz że wystarczy mi alkoholu jak na dziś- powiedziała zabawnym głosem, wskazując na siebie. Rzeczywiście była trochę chwiejna, ale jakoś się trzymała.
- No okej to ja się napiję. Na trzeźwo tego nie zniosę - oznajmiłem, kierując się z butelką w ręce w strone sofy. Zająłem miejsce koło niej.
- Jestem Harry Styles. Powinniśmy chyba wkońcu się poznać po takiej przygodzie dzisiaj- powiedziałem wyciągając w jej strone ręke.
- Mam na imię Nicole Gilbert. Miło mi cię poznać Harry - zaśmiała się i ucisnęła moja dłoń. Potem oparłem swoje obolałe plecy o sofe i roźluźniając swoje pobite ciało, otworzyłem butelke i przystawiłem do ust.
- Może powinnam cię opatrzyć. Masz może jakąś apteczkę - powiedziała swym swoim słodkim głosem.
- Daj spokój przeżyje. Prysznic mi wystarczy.- powiedziałem, połykając kolejny już łyk alkoholu.
- Okej. Jak chcesz. Twój wybór.- powiedziała, patrząc z oburzeniem w jak szybkim tempie opróżniam zawartość butelki.
- No co ? Zapomniałem dodać że prysznic i WHISKEY mi w zupełności wystarczy- zaśmiałem się. Ona zrobiła to samo. Uwielbiałem jej uśmiech. Był taki czysty, niewinny.
- To dowiem się skąd znasz.. znałeś tego łysego faceta? - zapytała nagle. Nie uśmiechała sie już. Jej mina spoważniała. Nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Normalnie wymyśliłbym teraz kłamstwo, ale jakoś nie mogłbym jej okłamać. Wziąłem kolejny łyk. Potrzebowałem go. Może z alkoholem we krwi jakoś łatwiej będzie mi to powiedzieć.
- No wiesz. Musiałeś znać go dobrze skoro wiedziałeś jaki miał być jego kolejny krok. A poza tym płakałeś nad jego ciałem- pytała zniecierpliwiona.
Wiedziałem że Nicole za wszelką cenę będzie chciała wyciągnąć ode mnie prawdę. Może gdybym jej nie obiecał że jej to wyjaśnię.. Może byłoby łatwiej... Ale dałem słowo i co jak co, ale ja słowa dotrzymuje. Na samą myśl o tym co ma za chwilę ode mnie usłyszeć robiło mi się słabo. Nie wiedziałem jak mam to powiedzieć. Nie chciałem nawet wymawiać tego jednego słowa. Nienawidziłem tego kim on dla mnie był. Znaczy dla mnie był nikim. Totalnym idiotą, hujem którego hobby było bicie i poniżanie innych. Ten huj spiepszył mi życie. Zabrał sens życia. Zabrał mi ją... A ja tak bardzo starałem się ją chronić. Wystarczyła chwila nieuwagi z mojej strony, a on ją tak poprostu... Nienawidzę go za to . Zasługiwał na śmierć.
- Wiedziałem co miał zamiar zrobić, bo znam go całe życie, Nicole.- powiedziałem. Starałem się zabrzmieć obojętnie, ale wiedziałem że mi nie wyszło.
- Jak too? Nie rozumiem? - powiedziała z zaniepokojeniem w głosie. Chyba domyśliła się że ten temat jest dla mnie bolesny, gdyż przytuliła mnie swoim ciepłym ramieniem. Pięknie. Znowu to samo. Rozpłakałem się. Czułem jak każda łza spływa po moich policzkach, spadając na jej włosy. Nie jestem pewien czy się domyślała. Ale ona nie jest głupia. Napewno spostrzegła że rycze jak jakiś totalny złamas. Wkońcu zdecydowałem sie wypowiedzieć kluczowe zdanie, które wyjaśniało by wszystko.
- Bo on jest.. był... moim ojcem- szepnąłem cichutko do jej ucha.........................
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto kolejny rozdział !! Miłego czytania xd Za błędy przepraszam xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz